Facebook RSS Kanał YouTube

Nie biegam...

... a bezruch mnie dobija, dlatego upust tej frustracji rozładowuję w kuchni, z którą nie zawsze było mi po drodze. 

 

Początki tej przyjaźni były niezwykle trudne, bo przygotowanie zwykłej pomidorówki było wyzwaniem na miarę zdobycia Mount Everest'u. Zamiast ogniście czerwonej, aromatycznej i kremowej zupy, z garnka spoglądała na mnie rozgotowana ryżowa papka nieokreślonej barwy i smaku. Bleh!

 

 

Nie wiedzieć dlaczego mleko zawsze mi uciekło, ziemniaczana sałatka zawsze była niepowtarzalna, bo za każdym razem smakowała inaczej, a jajecznica wyglądała jak wióry wysypane na zwęglony boczek. Poddałam się,  zarzuciłam tę nierówna walkę, ale tylko na pewien czas. Musiałam wzbogacić swoje wyczucie smaku i estetyki. Po latach wiem, że również wygląd ma znaczenie, oczywiście dotyczy to dań, a nie partnera życiowego – bo w tym konkretnym przypadku liczy się wnętrze, to co ukryte i niewidoczne dla przypadkowego oka! Ale wróćmy do gotowania.

 

Zastanawiam się co przyczyniło się do tej zmiany i kuchnia z irytującej i złośliwej baby, stała się serdeczną przyjaciółką. Po namyśle dochodzę do wniosku, że swatkami były… podróże i chęć zatrzymania na dłużej smaków dań pieszczących podniebienie, powonienie i oko.

 

Dzisiaj nie boję się eksperymentować, ulepszać, poprawiać zasłyszanych przepisów. Sama je tworzę, raz według koloru produktów - pomarańczową dynię z pomarańczową pomarańczą blenduję w aksamitnie kremową zupę. Innym razem mieszam słodycz miodu z kwachem kiszonego ogórka – tak właśnie powstaje moja sekretna salsa. Dotykam, smakuję, ugniatam, potem paćkam, wszystkie dostępne garnki, garnuszki, miski i miseczki.  Moja przyjaciółka-kuchnia nie protestuje i pozwala mi na te szaleństwa, choć po moich eksperymentach wygląda jakbym zabawiała się nie z tym granatem.    

 

Najbardziej odpowiada mi włoska cucina, jej gwar, harmider  i smak ukryty w nieskomplikowanych daniach. Pasty o dziwnych i klasycznych kształtach, z dodatkiem oliwy, kremowego pesto czy wariacji z likopenowym sosem.

 

 

Jestem też ortodoksyjną zwolenniczką pizzy na cienkim cieście! Nie mogłam biegać, jestem uziemiona, więc uparłam się, że przygotuję ciasto na pizzę delikatnie chrupiące, cieniutkie, rumiane, z zastygłym bąblem powietrza w rancie. Udało się. Jest banalnie proste, ale w tej prostocie i skromnej liczbie składników jest jego smak i esencja. No dobra dość tej poezji, myjemy ręce i działamy!

 

  • 2 szklanki mąki 650
  • 1 niepełna szklanka ciepłej wody
  • 1/3 kostki świeżych drożdży (ok. 40g)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2-3 łyżki oliwy
  • 2 spore świeże pomidory
  • 8 małych pieczarek
  • 100g sera mozzarella w kostce
  • 4 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • pieprz, sól, tymianek
  • 1 garść świeżej rukoli  lub roszponki

 

Na początek przesiewam mąkę przez sito do miski z tworzywa  i 2-3 łyżki przesianej mąki wsypuję do drugiej miski z tworzywa,  dodaję pokruszone drożdże, 1 łyżeczkę cukru i ciepłą wodę. Wszystko mieszam na gładką masę, przykrywam bawełnianą ściereczką, odstawiam na 20min w ciepłe miejsce. Wyrośnięty zacier z solidnym „kożuszkiem” mieszam z pozostałą przesianą mąką, z oliwą. Wyrobione rękoma ciasto formuję w kulkę, układam w misce, przykrywam bawełnianą ściereczką i odkładam na 30min w ciepłe miejsce. Kiedy wyrośnie dzielę na trzy części.

 

 

Rozwałkowuję na cienki placek, układam na blaszce, na wierzchu rozsmarowuję przecier pomidorowy, skrapiam oliwą, pieprzę, solę, układam pomidory, zblanszowane pieczarki, plastry sera, dodaję tymianek i zapiekam około 15-18min w piekarniku rozgrzanym do 200C Przed podaniem dekoruję roszponką lub rukolą. Pozostałe placki każdy uzupełnia o dowolne dodatki.  Taka porcja „węgli” przed startem będzie dobrą alternatywą dla makaronu z pomidorami. Smacznego - Irena ;)

 

Komentarze

Pogoda Wrocław z serwisu

BlogRSS

zobacz więcej
TRASA jest KOBIETĄ - mamy dowód
Data: 03/03/2016

W czwartkowy wieczór Ola zapytała czy nie wybiorę się pobiegać po lesie. Znaczy się czy nie pojadę na Rajd "Róża Wiatrów" do Puszczy Zielonka, na trasę „lajtową” ...