Facebook RSS Kanał YouTube

GO TO HEL(L) - moja droga do raju ;)

Na „Początku Polski” byłam ostatnio chyba ponad 10 lat temu, szmat czasu. Bardzo się zmienił, wyładniał, ale nie zatracił swojego ducha. 

 

Brak tam jarmarcznych budek, duperelowato-kiczowatych czy fastfood'owych pułapek czyhających na rodziców zmierzających z dziećmi w stronę plaży. Nie ma szpilek, sukni wieczorowych i hałaśliwych dyskotek do rańca. Jednak można się tam zabawić w inny sposób.

 

 

Hel, bo o nim mowa to raj dla aktywnych. Można tu biegać, jeździć na rowerze, pływać, nurkować – nie jest to niestety egipskie akwarium, ale też warto spróbować ;) Mnie skusił niecodzienny bieg i niecodienna okazja, aby zawitać w te strony.

 

BIEG 1 - 45 na 45. Iza Leśniewska, koleżanka z biegowych ścieżek napomknęła podczas wspólnego wyjazdu do Wawy, że jej kuzyn Marcin Glebow, organizuje bieg koleżeński przez Półwysep Helski. Pomyślałam, że to niezły pretekst, aby pojawić się na „Początku Polski”, lecz decyzję o przyjeżdzie ostatecznie zdeterminowała data.  

 

 

GO TO HEL(L) - to ultramaraton Gdynia-Hel, dokładnie 80km i dokładnie jego edycja miała miejsce w moje urodziny, więc nie mogło mnie tam zabraknąć. Znajomości pomogły ;) i mogę włączyć się na 35km trasy (Puck), bo nie myślicie chyba, że przebiegłabym te osiemdziesiąt tysięcy metrów. To jeszcze nie moja liga. Ja chciałam tylko uczcić moje 45 urodziny!

 

 

Sprawdziłam profil i od Pucka trasa miała być prosta i gładka jak włosy po użyciu prostownicy. Niestety nie była. Nazwa przecież zobowiązuje ;) Zawsze powtarzam i za każdym razem chcę w to wierzyć, że im więcej potu wylejemy, tym bardziej wszystko docenimy i… się nie pomyliłam :) 

 

 

Podczas biegu relaksuje widok na Zatokę Pucką. Woda jest bardzo blisko, praktycznie widać lub słychać ją do końca drogi. Krajobraz urozmaicają pagórki, a sielskie widoki, czy atak roju upierdliwych wszędzie-włażących muszek,  skutecznie odwracają uwagę od zmęczenia - nie ma nudy. Siła tego biegu to zmienność i wieczne zaskakiwanie biegnącego. A to nawierzchnia, a to podbieg, a to wiaterek raz mocniej raz słabiej pot wysuszy, a to delikatne słoneczko, a to rzęsisty deszczyk, a to okrzyk „Rysia to Ty?” – baranieję, bo jak pośród krzaków wypatrzył mnie kolega niewidziany od lat? Jakaś diabelska sztuczka :)

 

 

Ostatnie 12km to istny trening na siłę biegową, raz góra, raz dół, po piachu, po szutrze, po betonowej wylewce. Cross porządnie daje w kość, broniąc dostępu do mety. Wreszcie znajomy widok – tablica Hel, Dworzec Kolejowy, drogowskaz na Fokarium i bulwar nadmorski. Wiem, że meta już blisko, zakręt w prawo, w lewo i …zabłądziłam! Wracam, bo źle skręciłam ;) Wreszcie jest, widzę ją z daleka.

 

 

Czeka tam na mnie Dorota Hojda, która przez cały czas była obok mnie podczas tej 45km wyprawy. Robiła foty, gadała kiedy z sił opadałam, przygotowywała z MuleBar’a izotoniki, pilnowała by nie zgubić drogi, Niestety zostawiła na chwilę, aby zgłosić, że nie jestem na mecie pierwszą kończącą bieg kobietą i wtedy pozostawiona na moment bez opieki, pomyliłam drogę do mety :)

 

 

Tak rozpoczęłam świętowanie 45-tych urodzin. Był medal, torcik, dmuchanie świeczek, wino i w planie wieczorne balety, które pozostały w sferze planów, bo bardziej nęciła poduszka niż potańcówka. No cóż wiek ma swoje prawa (hihihi). To był piekielny bieg, prowadzący do raju. Dziękuję za to Dorocie, Izie i Marcinowy. Być może za rok zamiast w Pucku rozpocznę przygodę w Gdyni?

 

 

BIEG 2 – Helska 5. Nie mogło być inaczej, bo jak już wiadomo nazwa zobowiązuje i w Helu, zamieszkać mogłyśmy tylko w jednym właściwym miejscu – w Helskim Domku przy ul. Wiejskiej 82! Klimatyczny, bez naprzykrzających się i uciążliwych współlokatorów, z przemiłą menadżerką, blisko do sklepiku, gofrów i na pyszną rybę. Do wyboru na wyciągnięci ręki plaża z morską wodą przy zatoce lub trochę dalej plaża z widokiem na otwarte morze.

 

 

Czas rozruszać nogi i zwiedzić okolicę. Oczywiście w biegu, bez planu, „na czuja”. Odpalamy zegarki i kierujemy się ul. Wiejską, potem ul. Kuracyjną, przez lasek do morskiej plaży. Wbiegamy na taras widokowy prowadzący poprzez wydmy i trawy, skręcamy w stronę portu, chwila kosternacji… „o jest znajomy widok” – to bulwar przy zatokowej plaży. Mijamy Fokarium, ostatnim wejściem zbiegamy, lecimy prosto przed siebie. Po prawej mijamy drogę na dworzec, tory i skręcamy w prawo na deptak. Jesteśmy na początku Wiejskiej, przed oczami jawią się cyferki, 1, 2, 15, 18, 40, podbieg, gofry, remiza, gofry, tawerna i wita znów Helski Domek. Koniec wycieczki.

 

 

BIEG 3 – do początku. Dorota smacznie śpi, więc nie mam sumienia targać jej na wczesno poranną przebieżkę, bo dla niektórych to środek nocy :P. Choć wiem, że tak i tak na mnie na burczy, albo za pobudkę, albo za jej brak, cichutko się ubieram i pozwalam jej dalej spać.

 

 

Jak poprzednio – Wiejska, Kuracyjna, las, taras, biegnę na „Początek Polski”, potem w dół, na boso po plaży, do wejścia 66, potem prosto, skręt w lewo do latarni, w prawo Bałtycką, znów w lewo w Steyera, w prawo Kuracyjna, Wiejska, meta - 5550 metrów pojawia się na liczniku. Cicho pod prysznic, parzę kawę, Dorota otwiera oczy. Jemy śniadanie, przyznaję się do porannej ucieczki i pękam ze śmiechu, kiedy Doti burczy na mnie ;)

 

 

BIEG 6 – rowerem. Na czwartym biegu, jak stwierdził mój syn – jeżdżą mięczaki, więc przerzucam na 6 :) Półwysep Helski lubi rowerzystów, bo ma dobrze skomunikowane szlaki. Z tą różnicą, że kolorem czerwonym oznaczony jest trakt dla pieszych! Zwiedzamy molo w dostojnej Juracie i mokniemy sakramencko w hałaśliwej Jastarni. Planujemy wypad do Jastrzębiej Góry, do labiryntu kukurydzianego w Swarzewie, pod Diabelski Kamień i …musimy to przełożyć, bo czas się skończył, czas wracać do domu. Choć przykro wyjeżdżać, to lubię czuć niedosyt, że się nie przejadłam okolicą, że jeszcze tyle miejsc do odkrycia, że jest po co wracać.

 

 

BIEG …Cieszę się, że jestem zdrowa, że mogę robić co lubię, że mam chęci i zapał i możliwość  przemieszczania się dzięki sile własnych nóg. Sycić wzrok widokami zapadający w serce, wsłuchać się w szum traw rozedrganych wiatrem, czy w skwarny dzień poczuć oczyszczającą moc deszczu. Bieganie zmienia postrzeganie i pozwala realizować marzenia, trzeba tylko się odważyć i spróbować dostrzec rzeczy ważne w „drobiazgach”.

 

Irena Trzęsicka wersja 4.5

Komentarze

Pogoda Wrocław z serwisu

BlogRSS

zobacz więcej
TRASA jest KOBIETĄ - mamy dowód
Data: 03/03/2016

W czwartkowy wieczór Ola zapytała czy nie wybiorę się pobiegać po lesie. Znaczy się czy nie pojadę na Rajd "Róża Wiatrów" do Puszczy Zielonka, na trasę „lajtową” ...