Facebook RSS Kanał YouTube

BARCELONA w biegu ;)

„Kochana Mamo! Z okazji dnia Mamy chciałem Ci dać jak każde dziecko laurkę! Kocham Cię bardzo i dziękuję że wspierasz mnie we wszystkim co robię i co wymyślę...

 

... że krzyczysz na mnie kiedy robię odjechane rzeczy i słuchasz, kiedy mam coś do powiedzenia, że wychowałaś mnie tak jak umiałaś najlepiej i przez to wyrosłem na tego kim jestem teraz :) 100 albo i tysiąc lat dla Ciebie i jeszcze więcej kilometrów pod nogami bez kontuzji i zadyszki!”  - takie życzenia dostałam od Syna. Napawają mnie dumą, ale też i zobowiązują. Nie wiem czy pisząc je wiedział, że w najbliższym czasie jego słowa będą miały szansę na realizację...

 

Niedziela, leniwie przeciągam się na kanapie, takie boskie nic nie robienie. Bzyczy telefon. Przyszedł sms. „Proszę zadzwoń pod ten numer, teraz”. W słuchawce zdenerwowany głos „Mamo nie mamy kluczyków od auta” .Dzieli nas ponad 2300 kilometrów. Ja we Wrocławiu, on z przyjaciółmi jest w Barcelonie. 

 

 

Ustalamy, że muszę dostarczyć im zapasowe klucze. Tylko jak zrobić to najszybciej? Pierwsza myśl kurierem – tylko zajmie to z 2 dni. To może niech polecą samolotem? – myślę. Tutaj jest spory problem, bo bagaż sam bez pasażera na pokład nie wsiądzie i nie pozwalają na to przepisy. Podejmuję szybką decyzję – będę jak Jason Statham w Transporterze – udam się do Barcelony z przesyłką tylko, z tą różnica, że ja polecę.

 

 

Jestem na miejscu w poniedziałkowy wieczór. Ściskam się z całą czwórką, szybko jedziemy odebrać z parkingu auto. Tam okazuje się, że awansowałam na dodatkowego kierowcę, bo czas nagli i trzeba szybko wracać. Robię dobrą minę do złej gry, bo chociaż prawko mam od bardzo dawna, to nigdy ciągiem nie przejechałam więcej niż z Wrocka do stolicy - no dobra - były co najmniej dwa postoje ;) 

 

 

Bieganie nauczyło mnie mierzyć się z wyzwaniami. Nie poddawać się. Choć czasami podczas tej wyprawy, niepokój chciał zagościć w mojej głowie, nie pozwalałam mu na to. Trzeba było doprowadzić do końca rozpoczęte zadanie. Potraktować jak wymagający trening. Przykleiłam się więc do fotela i kierownicy i faktycznie pod stopami miałam te ponad 1.000 kilometrów, bez kontuzji i zadyszki :). Sporo jeszcze przygód mieliśmy po drodze. Były rozmowy, żarty, wspólne śpiewanie, pikniki i solidarne spanie w namiocie.

 

 

Dobrze pobyć czasami w tak młodym gronie, powrócić do czasów młodości. Wspominam z rozrzewnieniem tę zafundowaną mi przygodę, bo jak widać czasami życzenia się spełniają i mają nieoczekiwaną oprawę ;) Dlaczego dopiero teraz o tym piszę? Jakoś tak zawsze brakowało czasu, a przypomniał o wyprawie i zainspirował mnie artykuł  „Zakochaj się w Barcelonie” który znalazłam w skrzynce e-mailowej. Kliknęłam, zaczęłam czytać o inspirujących podróżach i …w deszczowy dzień przeniosłam się do miasta, które gdyby miało płeć, byłoby kobietą wykształconą i piękną.

 

foto:Katarzyna Lazurek - "Lazurowa Caryca"

 

Chciałabym tam wrócić i zostać trochę dłużej, przespacerować się Las Ramblas, czy pobiegać w parku Guell przepełnionego niezwykłą wyobraźnią Gaudiego, a potem wypocząć w portowej kafejce. Zobaczyć Barcelonę oczami tej czwórki i poszukać miejsc z artykułu, który mnie zainspirował do opisania niespodziewanej podróży. 

 

„Kluczowa” Turystka Irena ;)

Komentarze

Pogoda Wrocław z serwisu

BlogRSS

zobacz więcej
TRASA jest KOBIETĄ - mamy dowód
Data: 03/03/2016

W czwartkowy wieczór Ola zapytała czy nie wybiorę się pobiegać po lesie. Znaczy się czy nie pojadę na Rajd "Róża Wiatrów" do Puszczy Zielonka, na trasę „lajtową” ...